Głośno, ciasno, gorąco, klaustrofobicznie. Takie komentarze skutecznie zniechęciły mnie do rezerwacji dwóch noclegów w kapsule. Nawet jeden traktowałam jako swego rodzaju turystyczny przymus, „bo jak to kapsuły nie zaliczyć”.
Piszący komentarze powinni mieć jednak oznaczenie zależne od tego, w jakiego typu miejscach zazwyczaj się zatrzymują. Hilton? Ibis budget? A może wieloosobowy dorm lub namiot? Bo w porównaniu z Hiltonem faktycznie jest głośno (w końcu to nie jest dobrze izolowany indywidualny pokój), ciasno (bo do dyspozycji mamy 2m2 zamiast 20), gorąco (zamiast dużego okna mamy delikatną klimatyzację i mało świeżego powietrza) i klaustrofobicznie (patrz „ciasno”). Jednak budżetowo kapsuła bardziej zbliżona jest do współdzielonego pokoju bez łazienki w japońskim hostelu aniżeli kilkugwiazdkowego hotelu. A w dormie jak to w dormie. Głośno (bo zamiast cienkich ścian plastikowej kapsuły oddziela nas od reszty co najwyżej zasłonka), ciasno (bo naszą prywatną przestrzenią są 2m2 łóżka), gorąco (bo zamiast indywidualnej klimatyzacji mamy jakieś źródło powietrza – czasem klimatyzację, czasem okno, a czasem nic – oddzielone od nas ową zasłonką.
Wchodzę więc do hotelu. Przy wejściu czekają zamykane szafki na buty, w środku kapcie. Dostaję kluczyk do dwóch schowków (na buty i na inne wartościowe przedmioty) i numer kapsuły. Windy są podzielone na męska i żeńską, czego oczywiście nie zauważam. Dziwię się, że nie chce mi zaskoczyć moje piętro, do windy wchodzi mężczyzna, równie zdziwiony jak ja. W szarym szlafmroku wygląda jak więzień. Za chwilę wchodzi kolejny. Identycznie ubrany. Przesiadam się do właściwej windy i czuję się jak w seksmisji. Ponumerowane kapsuły, sterylna biel, szare szlafroki. Piętro niżej, w łazience, kobiety szczotkują włosy, szykują się do snu. W szlafrokach, oczywiście szarych. Wszystko jest identyczne, sterylnie czyste, białe.
Na dole kilka osób korzysta z Internetu i przepakowuje walizki. W kapsułach nie ma miejsca na bagaż, torby zostają na dole. Cenne przedmioty możemy schować w skrytce, tak samo niezbędne nam ubrania i kosmetyki.
Kapsułę można „zamknąć” szczelną zasłonką. Klimatyzacji nie da się regulować, ale to co na początku wydaje się niewystarczające, okazuje się idealnym ustawieniem na noc. Do dyspozycji mamy bezgłośny budzik, który budzi nas światłem. Jest też gniazdko elektryczne, które wygląda tak niepozornie, że już zdążyłam psioczyć, że nie naładuję telefonu.
Śpię dobrze i spokojnie, co w Japonii mi się nie zdarza (w dormie ten szeleści, ten chrapie, a ktoś inny zaczyna się pakować o 5 rano). Choć wstaję niewyspana powodem tym razem jest niewystarczająca ilość czasu. Już żałuję, że zarezerwowałam tylko jeden nocleg. Bo nie wiem jak wygląda w innych kapsułach, ale 9 hours Hotel w Kioto Kawaramachi zdecydowanie daje radę. Bo nie taka kapsuła straszna jak ją malują.
Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.
Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u.








Ewa Jermakowicz





